Mentalny Smecz, czyli szaleństwa Wimbledonu cz. 1

|

Wracamy i od razu uderzamy z całej siły! Nie wiemy, czy nasza analiza tenisowego opka z Jerzym Janowiczem i Łukaszem Kubotem (a raczej jego młodszą i mniej inteligentną wersją) będzie bawiła z prędkością 230 kilometrów na godzinę… Zacznijmy od tego, czy w ogóle będzie śmieszyła, czy pozostanie nam trenować lepsze riposty w szopie. Ale patrząc na to, co powypisywała aŁtorka, nasze komentarze nie są szczególnie potrzebne do tego, by śmiać się w głos podczas lektury.

Gem, set, mecz, OPKO! Zwykle to Tuśka wrzuca zdjęcia "ładnych zwierzątek", ale że jest aktualnie zajęta Ważnymi Sprawami, zastąpię ją w tym zadaniu i podeślę Wam coś przesłodkiego (<3), zanim zanurzycie się w Czeluścia Fandomu i zwątpicie:


Zapoznajcie się z bohaterami, już tutaj jest wiele do… oceny:

Karolina Kołodziejczyk - 19 lat, jej hobby to sport; głównie tenis, siatkówka i piłka nożna.
Czyli słynny Opkowy Trójkąt Bermudzki, w którym można zatonąć jak w oczach ładnego siatkarza. Lubą objęciach gwiazdy tenisa.

Ma najlepszą przyjaciółkę, Sarę. Ma starszego o 2 lata brata Maćka, z którym bardzo dobrze się dogaduje i utrzymuje z nim kontakt, chociaż on mieszka w Nowym Jorku.
Ma dwie ręce, dwie nogi, głowę też chyba ma, ale to nic pewnego.
Powiew światowości - check! Zapowiada się klasyka gatunku.

Zamieszkuje (całą) Łódź z rodzicami w jednorodzinnym domku.
Bo Łódź to tak naprawdę nieduże miasteczko.
W sam raz do anektowania przez… tak, tak, zgadliście, Lokalną Celebrytkę!

Była w jednym prawdziwym związku (i w dwóch sztucznych, z domieszką poliestru)(oraz śladową ilością orzechów), lecz po roku bycia ze sobą Kacper ją zdradził (w sensie: Kacper rzucił ją po roku bycia… z samym sobą? #forferalonehigherlevel) i od tamtej pory jest sama. Wyjeżdżając do Anglii, nie jest świadoma tego, co tam zastanie. Będzie lepiej czy gorzej?
Pojęcia nie mam, wiem za to, że KOLEJNA aŁtorka spojleruje własne opko. Foreshadowing - robisz to źle.
Mam dziwnie wrażenie, że aŁtorka w ten sposób sama sobie przypomina główne założenia fabuły, do których będzie mogła wrócić w trakcie tForzenia. Z jednej strony czemu nie, przynajmniej nie powinna dzięki temu robić burdelu we własnym uniwersum...
Sara Woźniak - ma 19 lat, uwielbia sport; tenis oraz piłkę nożną. Mieszka wraz z rodzicami i młodszą siostrą; Dominiką w Łodzi.
Dominiką to francuski zapis zlotu Dominikanów, znanego również jako Dominikon. Popularna sprawa w Łodzi.
Wymieniają się doświadczeniami z rekolekcji i wspominają stare, dobry czasy Świętej Inkwizycji, kiedy mogli pokazać swoją bardziej… sportową twarz.

Miała wielu chłopaków, lecz szybko z nimi zrywała.
A związki były prawdziwe, prosto od krowy czy sztuczne, sklepowe?
Półfabrykaty emocjonalne, jak zawsze w opkach.

Z Karoliną zna się od przedszkola i od tamtej pory są nierozłączne. Po wyjeździe do Londynu coś się zmieni, ale czy aby na lepsze? Czy powróci stare uczucie?
Do Karoliny?!
Gem, set, mecz, GENDER!

Jerzy Janowicz - 20 lat (w 2013?!). Początkujący polski tenisista.
Możesz zagrać w czterech szlemach, ale jeśli trenujesz w szopie, to i tak jesteś tylko adeptem aspirującym do zawodowstwa.

Jego pierwszym turniejem wielkoszlemowym w karierze będzie Wimbledon. Pozna tam pewną dziewczynę.. Co z tego wyniknie?
Opko. Łzy. Pot. Krew. Sperma. Żółć. Analizatorska.
Serio, aŁtorko, przecież już zdradziłaś fabułę, więc nie baw się w trailer filmowy.

Czy obejdzie się bez kłopotów, różnych przeszkód?
Jak zgadnę, to co za to dostanę?

Przyjaźni się z Łukaszem Kubotem, rok starszym (?!) i bardziej doświadczonym tenisistą.
Jak to się liczy? Jeśli Kubot jest rok bardziej doświadczony od Janowicza, to Djoković mieszka trzy lata świetlne od Nadala?
Jeśli przyjąć takie rozumowanie, to w Tenisowym Wszechświecie  Janowicz znajduje się dalej od takiego Tsongi niż Ziemia od Proxima Centauri!

Łukasz Kubot - 21 lat.
Nie no, serio? To jest albo plucie w twarz wszystkim internetowym wyszukiwarkom świata, albo dostosowywanie rzeczywistości do własnego widzimisię, żeby mieć nie za starego partnera dla psiapsióły boChaterki. Żadna z tych rzeczy się nie godzi.
Ciężko było wymyśleć nową postać?
Ktoś chyba wymienił klepki w głowie na klapki:
ffb19e064815d3792d5fb424b8545ffc.jpg

Polski tenisista, bez dużych osiągnięć w swojej karierze.
Jeśli dla aŁtorki “duże osiągnięcie” to zgarnięcie wszystkich szlemów indywidualnie (i bycie ładnym chłopcem z grzywką, uwielbianym przez tłumy fanek z całego świata), to ok. Przypominam tylko, że Kubot całkiem nieźle radził sobie w grze podwójnej.
Gra podwójna? A co to jest? Djoković kiedyś grał? Federer? Jakiś inny fajny i ładny tenisista? Nie? To o czym tu wgl. rozmawiasz. Ładni Chłopcy grają tylko w singlu.

Najlepszy przyjaciel Jerzego. Może porozmawiać z nim o wszystkim.
A o niczym? Nie ma rozmów w opkach bez gadek o niczym!
Dał nam przykład Patryk Dudek, jak opkować mamy!
(Bo to jest sztuczna przyjaźń!)
(Ale przy swojej wspaniałości na pewno jest oparta na technologii Protean!)

Mieszka we Wrocławiu, jednak częściej przebywa w Łodzi u Janowicza.
W Polskich Busach oprócz bułki i soczku dostaje też masażer do stóp, tak często nimi podróżuje.
Właściwie on już myśli dośc poważnie o tym, by przeprowadzić się do Jurka i zdradzić mu sekrety skutecznej techniki odmładzania, znanej jako YOLO (Younger One = Love Opko).

On również pozna kogoś w czasie turnieju na wimbledońskich kortach.
ŁOJEJU, ciekawe kogo.
Misia Gogo! A nie, znowu jakąś Wielką Miłość, a już liczyłem na saspęs.

Co z tego wyniknie?
Tru Loff.
Czy będzie miało szczęśliwe zakończenie?
Tak, ale po trzech scenach szpitalnych i jednym Wielkim Nieporozumieniu.
Po drodze może jakiś meczyk tenisa w głosem Bohdama Tomaszewskiego słyszalnym na trybunach?

Marco Reus - 21 lat.
Nieeee, nie róbcie mi tego :(! Co on ci zrobił, aŁtorko?!
<nieomal wypluwa yerba mate na monitor>

‚Były’ chłopak Sary,
Cudzysłowy wskazują, że ustawił sobie na Feju status “To skomplikowane”.
Wut? Może jakaś informacja, jak się poznali i jak doszło do zawiązania tak bliskiej znajomości, w końcu nie rozmawiamy o koledze Bartku z równoległej klasy, a o piłkarzu (z) klasy światowej.
Przecież piłkarze w opkach, nawet ci światowej klasy, są zawsze mentalnymi Bartkami z tej samej budy. Tyle lat i jeszcze się nie nauczyłaś? :P

lecz kiedy przylatuje do Londynu na towarzyski mecz, to się zmienia.
Zmiana statusu na “wolny”?!?
Znów zaczyna spotykać się z Sarą i do siebie wrócą.
A to ci. Czyli Kubot też się zakocha w Karolinie czy wymyślimy jej jeszcze jedną psiapsiółę, by każdy był szczęśliwy?
Jurek okaże się być Stanisławą Walasiewicz polskiego tenisa i wszystko ułoży się wspaniale!

Czy aby wszystko będzie takie kolorowe?
Żółto-czarne nawet.

Jakie będzie miało zakończenie? Gra w niemieckim klubie piłkarskim – Borussia Dortmund.
“A oto BVB będzie z Wami przez wszystkie kolejki aż do skończenia ligi” - Mat. Borek, 14:10.
“Po dnie tabeli będziesz się czołgał i malutkie punkciki będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia w ekstraklasie” - Ks. Kołtonia, raport Ernst&Young.

Wojtek Nowak - 20 lat, sąsiad Karoliny. Po przeprowadzce do Łodzi, zaczyna trenować siatkówkę, w jednym z tamtejszych klubów.
Łódź: gdzie risercz sportowy nie sięga.
I przy okazji, rozsypywać przecinki, gdzie, się, da.
O matulu, prawie się o nie potknąłem!

Pewnego dnia poznaje Karolinę, zaprzyjaźniają się, lecz czy istnieje tylko przyjaźń między kobietą, a mężczyzną?
Nie ma opcji, chyba że, postawi się jasną, granicę, najlepiej przecinkami.
Z,g,a,d,z,a,m,s,i,ę,c,a,ł,k,o,w,i,c,i,e.

Magda Ostaszewska – 20 lat. Po zdradzeniu Jerzego, ten z nią zrywa.
Już wykorzystałam Manuela i jego “Que?” w poprzedniej analizie, ale prawdę mówiąc, to jest jedyny komentarz, jaki mi się teraz nasuwa.
W takich chwilach przypomina mi się cytat, który idealnie oddaje uczucia analizatorów w w trakcie sekcji dzieUa:
Stoją nade mną - Zdziwienie
Trwoga, Ciekawość, Odraza,
Tryumf życia przez okamgnienie,
Zobojętnienie i Wstręt.

Kontakt urwał im się na pewien czas, lecz los ponownie postanawia postawić ich na swojej drodze.
My na to mówimy “Blogaskowy Imperatyw”, ale na potrzeby opka to może być nawet Pan Tesco.
Ja bym powiedział, że raczej Bilious, o’bóg syndromu dnia poprzedniego.

Co z tego wyniknie?
*patrzy, jakie odpowiedzi już wykorzystała* Zostaje tylko jajco. I mniej kulturalne odpowiedzi.
Na przykład ta rymująca się ze słowem “nierówno”.

Czy dziewczyna naprawdę go kocha? Czy to prawdziwa miłość?
Czy można inaczej sparafrazować jedno zdanie, by zająć więcej miejsca?
Dasz nam spokój z tymi kalekimi trailerami, czy nie dasz?!

Z charakteru; złośliwa, porywcza.
I teraz wszyscy razem:
ZŁA!
RÓŻOWA!
BARBIE!
OLE!
DANCE, OPKO’S PUPPETS, DANCE!! <karnawał miłości i żądzy>

Jest na pierwszym roku studiów marketingowych w Łodzi.
Pfff, co to za giewno, mogłaby studiować ars amandi in tenisi jak nasza Karolinka.
Ale mimo wszystko to jakaś miła odmiana od siatkarskich studiów w Bełchatowie...

Claudia Roccuzzo - 25 lat. ‚Obecnie’ (a tak naprawdę to za trzy lata) narzeczona jednego z najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej,  jest z nim w ciąży i planują ślub. W tym celu przylatują do Londynu.
Tak ich siła doopkowa bezwładności poprowadziła, bo chyba nie zdrowy rozsądek ani nie poczucie romantyzmu.
PS. ANTONELLA.
Może aŁtorka pamięta Gimbarcelonę i chciała nam oszczędzić przykrych wspomnień, zmieniając dane osobowe?

Pewnego dnia na korcie poznaje Karolinę i Sarę, od razu łapią wspólny język.
I zanurzają go w sosie chrzanowym.
Yummy!

Mieszka w Barcelonie. Jest jedną z lepszych modelek świata,
To się jakoś ustala przy pomiarach kąta obrotu uda podczas chodu modelki na wybiegu?

ale na czas ciąży musi przerwać swój zawód.
I spada w rankingu modelkowym na 69. pozycję.

Lionel Messi - 26 lat. Jeden z najlepszych piłkarzy świata, gra w FC Barcelonie. Jest w szczęśliwym związku z (Antonellą) Claudią Roccuzzo,
Tłumaczę to tylko programem ochrony ofiar Gimbarcelony.

spodziewają się dziecka. Mieszka w Barcelonie wraz ze swoją przyszłą żoną.
Tak, macie oto dowód, że w opkach o tenisie można nie tylko odmładzać zawodników, ale też robić crossovery z innymi dyscyplinami. Wyobraźnia aŁtorek naprawdę nie jest niczym ograniczona.
Wspominałem o klapkach w miejscu klepek?

No to co, mamy za sobą dramatis personae, teraz czas na samo… dramatis.

To dziś jest ten dzień! Właśnie dzisiaj zakończę swoją naukę w „I Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi”.
A tak naprawdę uczyła się w “Spożywczaku”.
Uczyła się, ale tylko ironicznie, na co wskazuje cudzysłów.
(Ale ho, ho, słynny Koperas - zobaczymy, ile jego absolwenci są naprawdę warci w rzeczywistości… aŁtorkowej).
W tym miejscu chciałbym pozdrowić wszystkich znajomych, któryz kończyli to uznane liceum, mam nadzieję, że nie będzie urażeni przez aŁtorkę tak, jak się tego spodziewam.

Wstałam o 7.30, ponieważ zakończenie zaczyna się o 9.00.
Natomiast opko zaczyna się od dokładnego mierzenia czasu. Kolejne blogaskowo-kanoniczne dziełko?
<cieszy się jak dziecko nad Tabelką Pomiaru Kanonu>

Ubrałam się w białą bluzkę i czarną spódniczkę, czyli jak zawsze, kiedy mam się ubrać na galowo.
Chłopcy z Kopera zawsze cieszyli się na widok Karoliny, która w stroju galowym nie uznawała bielizny, dzięki czemu mieli na co popatrzeć.

Poszłam się ogarnąć do łazienki. Wyszłam po 20 minutach (2 razy klasyczna Falubazowa Dycha), zeszłam na dół, do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie zrobione przez moją mamę (hah.. mam 19 lat i mama mi robi śniadania).
Tak. Nawet bardzo kanoniczne.
Tabelka zapełnia się danymi, aż miło!

Zjadłam, była 8.30, więc miałam jeszcze trochę czasu do wyjścia. Poszłam więc, do salonu i włączyłam telewizor. Leciała właśnie powtórka meczu polskich siatkarzy. Tak się wciągnęłam, że była już 8.45 i musiałam wychodzić z domu, by się nie spóźnić.
Polscy siatkarze mają magiczne zdolności nie tylko w siatkopkach - dzięki ich zdolności zaginania czasoprestrzeni 15 minut trwa krócej niż napisanie trzech zdań.
To musiał być… bardzo… krótki mecz. Na przykład klasyczne spotkanie Ligi Światowej, Polska - Bezludna Wyspa.

Po drodzę wysłałam sms-a do mojej przyjaciółki Sary :
” Hej :* Ja już wychodzę, a ty? ”
“Ej, a co to jest drodza?”
Po około 2 minutach dostałam odpowiedź :
” No cześć :) Ja za 5 minut będę pod szkołą. ”
Dzieci nowoczesnych technologii - wiedzą, że się zobaczą za chwilę, a i tak muszą na ten temat smsować.
Ale wolę odnajdywać dobre strony tej sytuacji: przynajmniej nikt nie pisze o nudach na TT i FB :)

Napisałam jej jeszcze, żeby na mnie poczekała, jak już dojedzie i przyśpieszyłam kroku.
Równo o 9.00 zjawiłam się pod szkołą, przywitałam się z Sarą, a następnie pobiegłyśmy na salę gimnastyczną, gdzie miało się odbyć zakończenie. Usiadłyśmy na krzesełka obok osób z naszej klasy i słuchałyśmy dyrektora.
Opko w 2013 roku pisane, z technologią dziewczę obeznane, a tak ciężko było sprawdzić, że obecnie I LO w Łodzi ma dyrektorkę
Może aŁtorka rzadko bywała w Koperze i dlatego nie wie? To jednak dziwny fail.

Jak to na zakończeniach roku było nudno.
*wspomina poprzednią analizę* Na fb i TT też?
Błagam, nawet nie sprawdzajcie… Bo trzeba będzie wyciągać znów perły poezji z lamusa, a nie chce mi się! Jak mi się nie chce!

Sara przesiedziała na krześle całe 2 godziny, ja tylko raz wyszłam po odbiór świadectwa z czerwonym paskiem.
Tym bardziej rosną moje oczekiwania. I tym większy przeczuwam zawód.
Obawiam się, że to świadectwo ma taką samą wartość jak dyplom-licencja “Ż”.

Później całą klasą udaliśmy się do naszej sali, by pożegnać się z naszą wychowawczynią. Wręczyliśmy jej po róży, lub jak inni jakieś czekoladki.
Zaraz zadzwonię do twojej polonistki, by ci cofnęła zaliczenie, mała.
Niedługo będziemy schodzili na Krąg Braku Stylu, proszę o zapięcie pasów!

Nie obyło się bez łez. Później mogliśmy wracać do domów.
Jak sobie przypomnę swoje zakończenie liceum, to nie obyło się bez tzw. srania żarem przed maturą, ale ja się nie uczyłam W KOPERASIE.
Koperniacy są tak przygotowani do matury, że mogą nawet uronić sobie samotną łezkę na myśl o ukończeniu tak zaczepistego liceum i łatwiźnie, jaka ich czeka.

Chciałam iść do Sary, żeby świętować koniec roku szkolnego, więc zadzwoniłam do mamy :
- Halo? – usłyszałam jej głos po drugiej stronie (lustra)(kuli ziemskiej).
-No cześć mamo! Już po zakończeniu, mam świadecwo z czerwonym paskiem – pochwaliłam się.
-No to świetnie, cieszę się bardzo.
I znowu - ja swoją średnią zawsze znałam przynajmniej z parodniowym wyprzedzeniem, ale ja się nie uczyłam W KOPERASIE.
Kopernik dba o emocje na koniec roku… albo uczy tak dobrze matmy, że żaden z uczniów nie potrafi obliczyć średniej arytmetycznej ocen.

-A i chciałam się spytać, czy mogę iść teraz do Sary?
-Dzisiaj? Hmm.. a może przyjdziecie do nas, bo mam dla ciebie prezent? – zapytała.
-No okej, to za 10 minut (płaczę ze szczęścia) będziemy, pa.
-No pa. – powiedziała, a ja się rozłączyłam.
Po czym oznajmiłam Sarze, że idziemy do mnie.
Nie wiem, czy to kwestia obecności Messiego w tym opku, ale coś mi ta lakoniczność dialogów przypomina…
Skargą, krzykiem i płaczem rozbrzmiewa cały świat
A ałtoreczka ćwiczy lapidarność stylu
Dojście do mojego domu zajęło nam jakieś 10 minut.
Podstawowa jednostka Uniwersalnego Czasu Opkowego, ja się nie dziwię.
Czas ją jakoś usystematyzować. 10 minut => 1 Faluz. Opkowa teoria wszystkiego ma się jak najlepiej!

Po wejściu moja mama od razu zawołała nas do kuchni, gdzie się udałyśmy.
Pani mamo Karoliny, ale umiejętności językowe to się pani córce nie udały.
I jak wykazaliśmy wyżej, z matmy też nie jest dobrze.

Mama stanęła przed nami, chowiając coś w rękach i powiedziała :
-Wiem, jak obie uwielbiacie tenis, dlatego wraz z twoją mamą – tu spojrzała na Sarę – chciałyśmy Wam zrobić prezent i kupiłyśmy dla was 2 bilety na tegoroczny Wimbledon! – powiedziała, a my stałyśmy osłupiałe i nie wiedziałyśmy co mamy powiedzieć.
Ciekawe, co dostaną, jak obie zdadzą maturę. Darmową sesję zdjęciową z półnagimi tenisistami u fotografa Claudii Roccuzzo?
Łóżko z tenisistą w komplecie. Ew. tydzień w roli trenera FC Barcelony lub BVB.

-No co, nie cieszycie się? – spytała. Wtedy dopiero się ogarnęłyśmy i zaczęłyśmy skakać jak głupie.
Trochę kreskówkowa scena, podoba mi się.
Ale całe opko rysowane taką kreską może być już niestrawne.

-Te bilety są na wszystkie mecze w tegorocznym Wimbledonie, nie jest to bilet jednorazowy – oznajmiła, po czym poszła oglądać telewizję do salonu.
A tu już wkraczamy lekko w sit-com. AŁtorka bawi się konwencją, jakby to było celowe, to by uzyskała Szalikowy Seal of Approval, a tak to co najwyżej… Łehehe, jakie opko!
Taki bilet nazywa się potocznie KARNETEM, poza tym, z tego co widzę po krótkim riserczu: 1) nie ma tam karnetów na cały turniej, 2) patrząc na ceny biletów na poszczególne dni, karnet na całe dwa tygodnie Wimbledonu kosztowałby tyle samo, co domek jednorodzinny.  

Wimbledon miał się rozpocząć już w poniedziałek (czek…), a dzisiaj był piątek (stój...!), więc od razu pobiegłam na górę, do mojego pokoju, by zacząć się pakować.
Chwila moment!
1) Od kiedy Wimbledon startuje w okresie koniec kwietnia/początek maja? Przecież to nawet przed French Open!
Zmienili termin, licząc na napływ niedoszłych maturzystek z centrum Europy.
2) Może jakaś matura czy coś? Chyba że zadowala was, drogie boChaterki, wykształcenie gimbazjalne, wtedy się nie czepiam.
Szkoła niepotrzebna,
kiedy mądra głowa,
ani Oxford, ani Cambridge,
ani podstawowa...

Nasze mamy załatwiły nam 2 tygodniowy pobyt w Londynie (czyli od początku, aż do końca Wimbledonu) w 5-cio gwiazdkowym holetu, tym w którym mieszkają tenisiści wraz z tenisistkami.
Nasze mamy, czyli Madonna i Oprah Winfrey.
Madonna? W tym załatwianiu wyjazdu ewidentnie pomagała Matka Boska z Lourdes.

Kiedy skończyłam się pakować, Sara powiedziała, że już pójdzie, bo późno się zrobiło i nie będzie miała kiedy się spakować, ponieważ lot do Londynu mamy już w niedzielę rano, a dzisiaj już był piątek wieczór.
No tak, doba z hakiem to za mało, w końcu nie od dziś wiadomo, że…

Gdy wyszła, spojrzałam na telefon i okazało się, że była już 22.00.
Wiecie co? To jest przeurocze, kiedy boChaterki są zaskakiwane przez upływający czas. Tak jakby żyły zupełnie oderwane od rzeczywistości i przeżywały głęboki szok za każdym razem, gdy odkrywają, że rzeczywistość sobie świetnie radzi bez nich.
“Boschu, ile to już Faluzów upłynęło, a ja taka nieuczesana…”

Przebrałam się więc w piżamę i położyłam się. Długo nie mogłam zasnąć, bo rozmyślałam nad tym, jak będzie w Londynie. Nie martwiłam się o to jak sie tam dogadamy, ponieważ umiem język angielski bardzo dobrze (ale i tak będę zapisywać dialogi w kalekim polskim, because I can). Ostatecznie po godzinie usnęłam.
Jako że od kilku tygodni z drobnymi przerwami cierpię na bezsenność - długo nie mogłam zasnąć, twoja mać.
Z takimi zmartwieniami jak doskonałe wyniki w nauce i dziana rodzina to faktycznie, zasypianie ledwo po godzinie to może być problem.

Sobota minęła mi dość spokojnie, większość czasu zajęło mi pakowanie ostatnich rzeczy, takich jak kosmetyki.
Ooo, w to uwierzę. 24 godziny to faktycznie za mało na upchnięcie kosmetyczki.
Spokojnie, jest takie miejsce na Ziemi, gdzie Twoje kosmetyki by się zmieściły:
Mirny_the_best_small.jpg

O 18.00 spotkałam się z Sarą i umówiłyśmy się, że w niedzielę o 9.00 przyjdzie do mnie (mieszkałyśmy zaledwie 300 metrów od siebie)
Dlatego musiała do niej jechać? I do szkoły też, mimo że Karolinie ta droga zajmuje 10 minut? Czy ja czegoś nie wiem o topografii Łodzi?
Jest równie pokręcona jak umysł osoby, która stworzyła to karygodnie nielogiczne zdanie: wchodzisz i już nie wychodzisz...

i na lotnisko pojedziemy moim samochodem (obie mamy prawo jazdy*), a po pracy moi rodzice go odbiorą z lotniska.
I on się tam będzie walał na Lublinku cały borzy dzień, bo to wielki problem pojechać komunikacją miejską/wziąć taksówkę. Nie, musimy podkreślić, że nasza boChaterka jest DOROSŁA i może podejmować własne nieprzemyślane decyzje!
* zawsze warto się pochwalić, ponieważ Osoby Dorosłe tak robią! Zabierając rodzicom samochód, ponieważ CZEMU NIE!

O 19.30 byłam już w domu. Zrobiłam sobie kolację, czyli w moim wykonaniu były to płatki z mlekiem.
Specjalnie dla Karoliny stworzono płatki kolacjowe.
Dobra, zmusiła mnie do tego.
<wyciąga Antologię>
Tak nas, Panie, obdarzasz, wżdy nam zawsze mało...

Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać powtórkę meczu Borussii Dortmund. O 21.30 mecz się skończył, więc udałam się na górę.
Wynik? Wrażenia? Cokolwiek? Nieee, ważniejsza jest dokładna dokumentacja codziennych czynności.
… za nic mamy, co mamy, więcej by się chciało...

Przebrałam się w piżamę, nastawiłam budzik w telefonie na 8.00. I o 22.00 położyłam się do łóżka. Znów nie mogłam usnąć i miałam przeczucie, że tam w Londynie zdarzy się coś dobrego. Z taką myślą usnęłam…
Niech zgadnę - po godzinie ciężkiego zmagania się z myślami?
… późno mądrość przychodzi, jej się w opkach nie godzi...

———————————————————————————————————————————————————————

No to mamy prolog! Wiem że krótki, ale to mój pierwszy blog i wgl (:D czekam na komentarz Migela)(Wow, Geniusz Literacki) pierwsze opowadanie, także nie będzię najlepsze ;)
Nię gądąj tąk, jęst wspąniąłę!
Ktoś tutąj jęst zą bąrdzo ę, ą!

Obudził mnie dźwięk mojego budzika (o punkt 8:00!), czyli piosenka Dawida Kwiatkowskiego – Biegnijmy.
Nie popełniajcie moich błędów i nie sprawdzajcie, kto i co. Przyjmijcie na wiarę, że to taki polski Bieber.

Szybko wyszłam z łóżka. Zamknęłam za sobą drzwi. Wzięłam z szafy ciuchy, które wczoraj sobie naszykowałam i weszłam do łazienki, również nie zapominając o drzwiach. Następnie wyjęłam z mojej walizki kosmetyki i zrobiłam sobie lekki makijaż, po czym zeszłam na dół.
Migel, jak tam Twoja tabelka? Bo mnie własnie pociekła samotna łza szczęścia :’).
Często Ci się to zdarza… :) Tabelka jest już niepotrzebna, ponieważ...
Znaleźliśmy najbardziej kanoniczne opko o sporcie w tej części globu.
biblia.jpg

Rodziców nie było, byli w pracy. Pożegnałam się z nimi wczoraj, także mam to już za sobą.
UFF, przykry obowiązek odbębniony!

Było za piętnaście 9
Już pomijam finezyjny sposób zapisu godziny - czy robienie lekkiego makijażu serio zajmuje trzy kwadranse?
Czy Ciebie to jeszcze dziwi?!

więc zrobiłam sobie 2 kanapki, po czym je zjadłam.

Kiedy wstawałam od stołu, usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.
Jak ona doskonale potrafi uchwycić szczegóły dnia codziennego, ja cię sunę…
Ona jest Mironem Białoszewskim opkowego środowiska, odjąwszy talent poetycki i całą resztę tych, no… zalet literackich?

Talerz po kanapkach zaniosłam do zlewu i poszłam otworzyć butelkę płynu do mycia naczyń, którą zamknęłam tuż po pomyślnym wymyciu talerzy, sztućców i szklanek. Za drzwiami zobaczyłam Sarę. Była ubrana na sportowo, czyli jak zawsze.
Na przykład tak?

-Hej! – krzyknęła już od progu.
-Cześć! Co się tak drzesz? – spytałam z uśmiechem i przytuliłam ją na powitanie.
Living lo opko loco to nie jest wystarczający powód?
Trzeba się przekrzykiwać przez doskonałość tego Kanonu!

-Więcej się nie dało? – zapytałam, patrząc na jej 2 duże walizki, jedną średnią i wypchaną torbę, którą miała przewi(e)szoną przez ramię.
Nadbagaż mamusie też opłaciły, jak mniemam?
I honorowe miejsce obok pilotów!

-Nie dało! – powiedziała i wystawiła mi język
monkey-tongue.jpg

– Przecież wyjeżdżamy na 2 tygodnie do LONDYNU! – znów krzyknęła.
No taaak, na Heathrow nie przepuszczają ludzi z jedną walizeczką, to zbyt podejrzane.
Wakacje życia, tuż przed… egzaminami maturalnymi… które opuścimy… ponieważ… WAKACJE ŻYCIA!

-Przecież wiem, gdzie jedziemy, ale ja nie spakowałam 3/4 domu – tym razem, to ja wystawiłam jej język
coloured-tongues.jpg
Rozmowy emotkami czas zacząć, za chwilę przy byle żartówce zaczną się turlać po podłodze.

– ja mam tylko dwie walizki : jedną dużą, a drugą mniejszą no i moją torebkę.
-Dobra, dobra – powiedziała Sara – To ty idź po swoje walizki, a mi daj kluczyki do auta to ja już zapakuję moje rzeczy.
-Okej, trzymaj – odpowiedziałam i rzuciłam w nią kluczykami.
Pokéball-throw-o.gif

Sama szybko wbiegłam po schodach, złapałam walizki i zeszłam na dół. W korytarzu nałożyłam jeszcze moją skórzaną kurtkę, a z torebki wyjęłam klucze od domu i zamknęłam nimi drzwi.
Opisz dokładnie, jakie ruchy nadgarstkiem przy tym wykonałaś, inaczej opis będzie niepełny.
Ona to robi specjalnie… <sięga znów po Antologię>
… Żak profesorom krzywy/ martwych nie słucha żywy/ nie wyciągają wnuki/ z opek dziadów nauki...

Razem wpakowałyśmy moje walizki do bagażnika, po czym usiadłam za kierownicą i odjechałyśmy. Droga miała nam zająć około 2 godzin (albo 12 Faluzów), czyli o 11.00 powinnyśmy już być.
Wow. Nie wiem, z której części Łodzi jedzie się na Lublinek w niedzielę rano dwie godziny, a jednocześnie idzie 10 minut piechotą do Kopernika, ale jak wspomniałam - widocznie słabo znam miasto.
It’s… bigger on the inside! Or outside?

I tak jak przewidywałam już dziesięć po 11 wyciągałyśmy nasze bagaże z samochodu. Kiedy już skończyłyśmy zamknęłam auto i udałyśmy się do kas, by kupić dla nas bilety.
Do kas. Na lotnisku. Cóż, teoretycznie można kupić bilet tuż przed odlotem, w praktyce mało kto to robi (zwłaszcza, jeśli ilość jego bagaży zawstydziłaby niejeden cygański tabor). Ale jeśli według aŁtorki linie lotnicze działają jak PKP…
… to powodzenia w podróży w klasie ekonomicznej, pogrupowanej w przedziały po osiem osób bez klimatyzacji, ogrzewania, prądu i kosza na śmieci, ze stłoczonym do granic wytrzymałości tłumem zirytowanych współpasażerów na korytarzach. Dziwię się, jak te linie lotnicze w ogóle funkcjonują? ;)

W kolejce musiałyśmy stać, bo wszędzie pałętały się przecinki, aż pół godziny, więc około godziny 12.00 mogłyśmy iść już na odprawę. Tam zeszło nam jakieś 20 minut (przed lotem do Londynu! W Polsce! <pusty śmiech>), czyli o wpół do 13 byłyśmy gotowe do lotu, który zaplanowany był na 14.30. Przez 2 godziny chodziłyśmy po całym lotnisku znudzone i zmęczone tym czekaniem.
Sprawdźcie Twittera i Facebooka, może tam nie będzie nudów. Broń Boże nie wyciągajcie książek, brrr! Zresztą, o czym ja mówię, cała wolna przestrzeń bagażowa poszła pewnie na kosmetyki.
A wystarczyło załatwić bilet wcześniej, żeby mieć półtorej godziny czekania mniej…
(Te bogate mamusie jednak nie potrafią przewidzieć wszystkiego).

Aż w końcu nadeszła upragniona chwila. Usłyszałyśmy podstawowy tekst słyszalny na wszystkich lotniskach, czyli : ” Pasażerowie lotu 911 (to chyba numer, na jaki przyjdzie wam dzwonić, kiedy samolot z PKP spotka awaria) z Warszawy do Londynu, proszeni są o skierowanie się do samolotu”.
Przynajmniej wyjaśniła się sprawa dwugodzinnej jazdy. I teraz rodzice będą po pracy popitalać do Wawy, żeby odebrać samochód? Niech żyje zdrowy rozsądek.
Przynajmniej KTOŚ mógł tu napisać, na jakie lotnisko się udaje, prawda? Najwyraźniej w świecie opek istnieje tylko Okęcie.
Swoją drogą, na którym lotnisku głośno zapowiada się loty? Kolejna kalka z dworców?
“Planowy odja… odlot samolotu z Warszawy do Moskwy opóźni się o 2 godziny z powodu zatoru spowodowanego przez klucz żurawi lecący w kierunku Helsinek”.

Złapałyśmy nasze walizki i ruszyłyśmy w kierunku samolotu. Po wejściu zajęłyśmy swoje miejsca. Mnie przytrafiło się siedzenie z numerem ’9′, czyli z moją ulubioną liczbą (CYFRĄ!). Sarze zaś z numerem ’10′, co bardzo jej się nie spodobało, ponieważ wolałaby siedzieć na miejscu z numerem ’11′ (jej ulubiona liczba).
Mam znowu Putina wrzucić? Niech zacznie się coś dziaaaać.
… Lubo jako my się cieszył - czym? - nie miał pojęcia
I umierał taki mądry, jak był w czas poczęcia ...

Lecz na tym siedzeniu siedziała jakaś starsza pani, więc Sarze pozostało usiąść na ’10′.
Dramat, śmierć i zniszczenie. Jak ona to przeżyła? Nie będzie skargi do PK… PLL LOT?

Przewidywalny czas lotu to 3 godziny, czyli według moich wyliczeń w Londynie powinnyśmy wylądować około godziny 18.00.
A jednak jest szansa na zdanie matury!

Po kilku minutach pilot poprosił o zapięcie pasów (tną koszty, stewardessy pozwalniane - wypisz, wymaluj PKP), a następnie startowaliśmy. Z początku były małe turbulencje, co zbytnio nie przeszkadzało mojej przyjaciółce, która od razu usnęła. Ja natomiast wyjęłam swój telefon oraz słuchawki i włączyłam sobie jakieś piosenki.
The best of: Random Music Charts.
I najsłynniejszy artysta z tego gatunku, Various Artists.

Po godzinie znudziło mi się słuchanie muzyki, więc poszłam w ślady Sary i zasnęłam.
Niedługo mi się na serio memy skończą.
Ale mnie nie skończą się wiersze do cytowania :D
… Tam, wśród podobnych sobie, może się wyszumieć
A przy tym w nic nie wierzyć, niczego nie umieć...

-Za 10 minut (czyli 1 Faluz) lądujemy! – usłyszałam głos pilota, kiedy się przebudziłam.
Drugi pilot w tym czasie spacerował po pokładzie z wózeczkiem i proponował każdemu poczęstunek.
I klął pod nosem na to, że znów dostanie OPR od przełożonego za brak gracji podczas prezentowania instrukcji bezpieczeństwa.

Spojrzałam w lewą stronę na Sarę, która smacznie spała. Szturchnęłam ją lekko, by ją obudzić i powtórzyłam jej słowa pilota.
Z równym entuzjazmem?
Nigdy nie zapominaj o Faluzie!

Następnie spojrzałam na telefon i właśnie dochodziła 18.00, czyli tak  jak przewidywałam. Po kilku minutach siedzenia w ciszy, zaczeliśmy lądować.
Wszyscy medytowali w milczeniu zdolności pilota w prowadzeniu samolotu i zastępowaniu stewardess.
Polacy obecni w samolocie zapomnieli nawet o klaskaniu, tak bardzo ich znużyła narracja.

Po wyjęciu swoich walizek postanowiłyśmy zamówić sobie taksówkę, która zawiezie nas pod hotel.
Ale zgodność czasów w tym zdaniu też poszła się… zawieźć.
Olały cały sznury taksówek, które zwykle kręcą się w takich miejscach i zamówiły specjalną Tennis Lovers Taxi.

5 minut później byłyśmy już w drodze. Podróż zajęła nam prawie 40 minut, więc o 19.00
Momentami mam wrażenie, że czytam protokół ze śledztwa. Nie uwłaczając protokołom, które ze względu na zakres spraw w nich zawartych są zwykle dużo ciekawsze niż to opko.

stałyśmy ze swoimi bagażami przed ogromnym holetem z napisem ”The Waldorf  Hilton” nad drzwiami wejściowymi (nope).
Tylko nie zamawiajcie tam sałatek
I uważajcie na kochliwych kucharzy!
(Kto oglądał, ten wie)

Jak się okazało w recepcji nie było nikogo, więc podeszłam do pani (wyglądała na jakieś 40 lat), która siedziała za biurkiem i spytałam się jej, oczywiście po angielsku,
tumblr_kq22s5afDf1qzma4ho1_400.jpg

czy nie przechowałaby tutaj naszych walizek, a my wróciłybyśmy tu po nie za pół godziny.
Biurkiem? Jesteś pewna, panno Znam Doskonale Angielski, że TO nie była recepcja?

Przystała na tą propozycję,
Panna Znam Pobieżnie Polski, ech...

więc jak najszybciej wyszłyśmy z hotelu w poszukiwaniu jakiejś restauracji lub baru (bo w hotelach typu Waldorf mogły liczyć co najwyżej na automat z napojami)(lub bar mleczny z niemiłą ekspedientką lub opryskliwym właścicie… oh wait), gdzie mogłybyśmy się najeść, bo od rana nic nie jadłyśmy. Znalazłam jakąś mała knajpkę (aaa, czyli nagle oszczędzamy? A co z bogatymi mamusiami?)(one tez oszczedzają na jedzeniu, spójrz na figury Madonny i Opry!), więc weszłyśmy i zamówiłyśmy sobie coś do jedzenia.
Najedzone, około godziny 20.00 wracałyśmy do hotelu.
Życie z Zegarkiem w Ręku™ musi być strasznie męczące - nie można nawet się rozkoszować jedzeniem, kiedy ma się świadomość, że o równych porach trzeba zacząć robić coś innego.
- Ale chciałabym dojeść…
- Ani mi się waż! Trzymaj się scenariusza!
- Ałtorko… jeszcze Faluzik, pliz...

Koło recepcji stało kilka osób, więc ustawiłyśmy się w kolejkę i czekałyśmy. Wreszcie po 10 minutach była nasza kolej.
“Zaraz wracam” pani recepcjonistki chyba się wydłużyło do kilku dziesięciominutówek, skoro stworzył się taki korek.
Niby Anglia, a zwyczaje jak najbardziej polskie. W tym hotelu pracują głównie imigranci znad Wisły.

Podałam pani Alice (tak miała na imię recepcjonistka) kartkę z naszą rezerwacją do pokoju numer 119.
Ponieważ ten hotel nie uznaje zatwierdzania rezerwacji w grafiku od razu po jej złożeniu, system kartkowy rządzi!
To wciskanie w każde możliwe miejsce ulubionych liczb nie stara sie nawet na subtelność.

Wpisała coś w komputer i dziwnie się na nas spojrzała. Okazało się, że nasza rezerwacja nie doszła do hotelu i ten pokój był już zajęcty.
unnamed.jpg
I cały wysiłek bogatych mamuś Wielki Szlem trafił. A może to kwestia złej karteczki rezerwacyjnej?

-Ale jak to? – krzyknęłam z niedowierzaniem w stronę pani Alice – przecież moja mama wpłaciła już całą kwotę za nasz dwutygodniowy pobyt tutaj!
- Na jakie nazwisko?
- Ciccone i Winfrey!
-Tak, wiem – odparła
Przecież “REZERWACJA NIE DOSZŁA”! Skąd możesz to wiedzieć?

– dlatego zaraz poszukam wam innego wolnego pokoju (ponieważ ta Wasza karteczka wydaje się bardzo legitymacyjna), poczekajcie chwilę.
-Dobrze, zaczekamy – odpowiedziałyśmy równocześnie.
Znaj łaskę pań!

Po 5 minutach, recepcjonistka uniosła głowę znad komputera.
Który chodzi chyba na Windowsie Vista i co chwilę zaliczał zwis, skoro to tyle trwało.
Albo hotel mieści w sobie cztery Łodzie i jedne Pabanice mieszkańców. Tak się buduje w Anglii!

Jej mina nie wróżyła nic dobrego.
-Przeszukałam wszystkie miejsca w tym hotelu i nie mamy żadnego wolnego dwuosobowego pokoju dla was, ba nie mamy wogóle żadnego wolnego pokoju!
- A co z pieniędzmi?
- Poszły na cele charytatywne, będziemy wspomagać dalszą karierę muzyczną Paris. Poza tym coś musi trafić na wota dziękczynne dla Matki Boskiej z Lourdes, w końcu to tylko dzięki jej wstawiennictwu jesteście tu, gdzie jesteście

W całym hotelu są jednak 2 wolne miejsca, tylko, że w 2 innych pokojach.
Nie. Nie zrobisz tego, po prostu nie. Nie.
Wait! For! It!

Oba są na 3 piętrze i mieszkają w nich, w każdym po jednej osobie. To jedyne co mogę wam zaproponować. – skończyła mówić i spojrzała na nas.
O boru, to jest najtańszy Pomysł na Opko od czasów zderzenia ze Szmalem na dworcu…
To już nawet Winiarski buszujący po szafkach z bielizną i słodyczami był lepszy!
“Good evening, gentlemen, będziemy musieli dokwaterować do Waszych pokoi dwie dziewiętnastoletnie dziewczęta z Polski, które z naszej winy nie moga znaleźć się we wcześniej zarezerwowanych pokojach. Mamy nadzieję, że to nie zaburzy Waszych przygotowań do turnieju oraz życia seksualnego. Z poważaniem, Janusz Walford i Synowie”.

Sara nie wiele z tego zrozumiała, więc przetłumaczyłam jej słowa recepcjonistki. Ostatecznie przystałyśmy na tą propozycję i poprosiłam o klucze do pokoi.
Pewnie, nic w tym dziwnego, że w hotelu z najwyższej półki stosuje się chwyty z tanich schronisk młodzieżowych. I że osoby zamieszkujące owe pokoje (CIEKAWE KTO) nie mają bladego pojęcia o pomysłach pani Alice. Jak żyję, Fawlty Towers.
(Kto nie widział - polecam!)

Mój pokój miał numer 279, a Sary 261. Na 3 piętro wjechałyśmy windą. Okazało się, że te pokoje są na przeciw siebie, także będziemy miały do siebie blisko.
Żeby się podzielić wrażeniami z nocy z Janowiczem/Kubotem.
Na jednym piętrze hotelu, na tym konkretnym korytarzu musiałoby zmieścić się 19 pokoi hotelowym (podejrzewam, że składających się z więcej niż jednego pomieszczenia), by mogło być tak, jak pisze aŁtorka. Chyba miałem rację co do tych Łodzi i Pabianic! W końcu to sam Hilton, sami zresztą sprawdźcie w Internecie, jakie atrakcje szykuje dla gości. Oko samo bieleje. Także na myśl, jak dziane musiały być rodziny bohaterek. Oraz panowie Janowicz i Kubot, bo przecież uczestnicy Wimbledonu ot, tak otrzymują rezerwację w Hiltonie. Zwłaszcza półamator Janowicz.
<kończy złośliwości przez zadyszkę>

Po krótkim namyśle, nacisnęłam klamkę do ‚mojego nowego pokoju’ i weszłam do środka. Sara zrobiła to samo.
One do toalety też chodzą równocześnie? Już wiem, dla kogo w Soczi budowano... two-toilets-438x500.png.

Po wejściu bardzo się zdziwiłam, ponieważ w całym pokoju było mnóstwo rakiet oraz piłeczek tenisowych.
W ten oto sposób Prawdziwi Tenisiści znaczą swój teren. Jedna rakieta na trening, jedna na mecze, siedemnaście do porozrzucania w pokoju hotelowym.
Oraz piłeczki, bardzo potrzebne do ćwiczenia uderzenia w okna, wazy, lampy i telewizory.

Do tego wszędzie walały się jakieś męskie ciuchy.
-Świetnie – pomyślałam – będę mieszkać z jakimś tenisistą i to z takim co nie umie sprzątać.
Zawsze mogłaś zamieszkać z Jerzym Dąbczakiem. Jogi Babo!
O nie, co za uderzenie w policzek dla Prawdziwej Fanki Tenisa - mieszkać z jakąś zapchloną gwiazdą… hej, czy to nie czasem łóżko małżeńskie?

Słychać było dźwięk wody, czyli mój ‚współlokator’ był w łazience.
“Pobiegniesz do piwnicy i przy rurze jest taki zawór, zakręcisz go. Ciach-ciach-ciach! Już!”
Położyłam moje walizki obok dużej szafy i usiadłam na łóżku rozglądając się po pokoju. Był on dość duży. Miał średniej wielkości okno (całe jedno, w pokoju w Hiltonie. Okej…) z pięknym widokiem na cały Londyn (w końcu z trzeciego piętra losowego budynku w centrum można zobaczyć panoramę - Londyn jest jak Łódź, to niewielka mieścinka), w rogu stała wielka szafa, był tam fotel (w szafie, I guess), a także duże dwuosobowe łóżko, przy którym po obu stronach stały szafki nocne.
I teraz pomyślcie sobie, że ktoś takie rzeczy pisze na serio. Lekko przerażające, nieprawdaż?
308px-Fap-now-kiss-l.png
Szybko, zarządzam intensywną terapię!

Na przeciw łóżka wisiał ogromny telewizor, miał chyba z 50 cali.
Ale źle podzielony słów nie scałał :(

Po chwili wody nie było już słychać, a z za drzwi łazienki wyszedł chłopak. Był mniej więcej w moim wieku (i masz WIELKIE SZCZĘŚCIE, że nie jest 50-letnim fanem powieści “Lolita”), ale był jakieś 15 cm wyższy ode mnie.
Zaskakujące zdolności oceny parametrów przyszłego Tró Loffa. Coś jeszcze mu zmierzyłaś?
Długość rączki rakiety, hee hee heee.... Skończyłem.

Podszedł do szafy, coś do niej włożył, a gdy się obrócił zauważył mnie.
Oraz zaskakująco słaby zmysł wzroku jak na tenisistę.
No to już wiemy, kto na pewno nie wygra Wimbledonu w tym roku.

-Yyy.. cześć? – powiedział niepewnie – Co ty tu robisz? – spytał.
-Cześć – odpowiedziałam mu – Słuchaj, miałam rezerwację w tym hotelu wraz z moją przyjaciółką, ale okazało się, że rezerwacja nie doszła do hotelu i ktoś już zajął nasz pokój. Pani na recepcji powiedziała, że w całym budynku nie mają, ani jednego wolnego pokoju (za to przecinków jak mrówków!). Ostatnie 2 wolne miejsca są : w tym pokoju oraz w tym naprzeciwko. Koleżanka poszła do tego drugiego, a ja muszę mieszkać przez najbliższe 2 tygodnie właśnie tutaj – skończyłam mówić i spojrzałam w stronę chłopaka.
unnamed (1).jpg

-Aha, no okej możesz tutaj mieszkać, nie mam nic przeciwko – powiedział z uśmiechem
“Ale ta mieszanka wimbledońska ryje banię”, pomyślał. “A zostało nam jeszcze 20 kg”.

– tylko mamy mały problem, jest tu tylko jedno łóżko i niewiem gdzie będziesz spała.
A ja wiem!
Ty wiesz, ja wiem, Państwo wiedzą. Internet wie.

-O to się nie martw, prześpię się na fotelu – odpowiedziałam – a ty jesteś tenisistą? – spytałam, patrząc na wszystkie rakiety i piłeczki do tenisa.
- Skąd wiedziałaś? - odparł tajemniczy niegomość, zachwycony dedukcją Karoliny.
“A wystarczyło nie kraść piłek z kortu na prezenty dla znajomych” - pomyślał.

-No tak, przyjechałem pierwszy raz do Londynu, by spróbować swoich sił na Wimbledonie.
“Jestem zupełnym szczawikiem w świecie wielkiego tenisa, ale miałem akurat trochę grosza w portfelu na rezerwację w Hiltonie. Bogaci i piękni tak mają”.

A ty co tu robisz? – zapytał ponownie, siadając obok mnie na łóżku.
Bardzo elegancko ominął kwestię spania na fotelu. Myślę, że to się już lekko kwalifikuje pod UGA, a na pewno pod anty-dżentelmenizm.
Jeżeli istnieje passive-agressive UGA, to mieliśmy właśnie przykład takowego.

-Od dziecka uwielbiam tenis, (jednakże nie kojarzę młodej gwiazdy tego sportu, na dodatek pochodzącej z mojego miasta, może to przez tę szopę)(i mieszam Kubotowi w numerze PESEL) tak jak moja przyjaciółka Sara, więc nasi rodzice postanowili zrobić nam prezent i kupili dla nas 2 (Zaczepiście Drogie, tak się żyje!) bilety na wszystkie mecze w tegorocznym Wimbledonie – powiedziałam – a ty jak się nazywasz? Bo chyba nie widziałam żadnego twojego meczu.
Prędzej zobaczysz w reklamie pewnej sieci komórkowej - wiem, co mówię.
A może widziałaś go jednak w szopie?

-Jestem Jerzy Janowicz (i absolutnie nie zamierzam składać skargi w reklamacji, właściwie traktuję to jako prezent od losu) – odparł – a ty?
-Karolina Kołodziejczyk – powiedziałam – a ile masz lat i skąd jesteś?
Szkoda, że nie pokazują sobie języków, wtedy mielibyśmy wypisz wymaluj rozmowę z czatu.
A więc tak wygląda to słynne angielskie Gadu-Gadu!
(Z kąd klikash??)

-Mam 20 lat i pochodzę z Łodzi, a ty?
-Mam 19 lat i też mieszkam w Łodzi – odpowiedziałam – (wyślesz mi fotkę?)(nie mam siły, płaczę ze śmiechu… Jakbym był na kursie polskiego dla obcokrajowców) a nie wiesz może kto mieszka w pokoju naprzeciw? – spytałam.
-Mój kolega, (na potrzeby opka) jest rok starszy od nas, także początkujący tenisista – Łukasz Kubot, kojarzysz go?
- To ten od klapek?
- On też pierwszy raz w Londynie i stać go na najlepszy hotel w mieście?

-Kubot? Gdzieś słyszałam to nazwisko
Jakieś Wiadomości Sportowe czy coś, kto by sobie tym głowę zawracał?

– odpowiedziałam mu – słuchaj, jest już w pół do 23 (ciszę nocną przeciął okrzyk przeciętego wpół “wpół”), a jestem zmęczona lotem i chciałabym się położyć – powiedziałam ziewając.
-Pewnie, kładź się (umościć ci fotel?) – powiedział – ja jutro mam pierwszy trening o 8.30, chcesz iść ? – zapytał z nadzieją w głosie.
Ostatnia dziewczynka od podawania piłek zrezygnowała po tym, jak odkryła, że Jurek ma brzydki zwyczaj rozrzucania sprzętu gdzie popadnie.
Wspólny trening z Gwiazdą: check! Zaproszenie: check! Sportowiec Równoważny Mary Sue w Czynie i Umyśle: check! Wracamy do Tabelki Kanonu.

-A twój kolega też idzie?
-Tak, a co? – spytał zdziwiony.
-Bo znając Sarę już dawno by do mnie dzwoniła albo by tutaj przyszła. A teraz nie napisała mi żadnego sms-a, czyli dogaduje się z Kubotem i nie ma czasu dla mnie.
48944447.jpg
Dogaduje się, ehem, ehem… Ciekawe, jak w tamtym pokoju rozwiązano kwestię fotela.

I pewnie jak on pójdzie na trening to ona też – powiedziałam z uśmiechem na ustach (dobra jest w te klocki! Cumberbatch, masz konkurencję na planie!) – dobra, mogę iść na ten wasz trening. – powiedziałam również z uśmiechem.
- Dwukropek gwiazda - odparł Janowicz.
- Iks de, iks, de! - radował się analizator w trakcie lektury.

Z walizki wyjęłam piżamę i poszłam do łazienki, by się w nią przebrać i się odświeżyć.
Pewnie, określenie “umyć się” jest plebejskie.
Umyć to się możesz na Bałutach, w wielkim mieście się ODŚWIEŻASZ.
(Żadnego opisu zamykania drzwi? Może nie wstydziła się przy współlokatorze?)

Wyszłam po 15 minutach i od razu skierowałam się w stronę fotela, na którym leżał koc.
Zwizualizowałam sobie coś takiego.
A widzisz, ja wybrałem model emerycki :)

Jerzy już zasnął, więc wyłączyłam telewizor i zgasiłam światło, a następnie sama się położyłam z telefonem w ręku (znak czasów). Nastawiłam jeszcze budzik na 7.30 i wysłałam sms-a do Sary, dlaczego się nie ozdzywa i czy będzie na jutrzejszym treningu. Po czym odłożyłam komórkę i próbowałam usnąć. Zawsze w nowym miejscu miałam problem, żeby zasnąć, a tutaj było jeszcze nie wygodnie i miałam mało miejsca. Po jakichś 15 minutach usnęłam…
Po pierwsze - czy ktokolwiek liczy, po jakim czasie usypia? Ja nie jestem w stanie tego określić, o ile nie mam problemów z zasypianiem, a…
...po drugie, 15 minut do zaśnięcia to wcale nie jest długo. Powiedziałabym nawet, że to optymalny czas, jeśli ktoś zasypia w dwie minuty, to raczej to świadczy o sporym przemęczeniu.
Przy tak bezstresowym życiu głównej boChaterki, w którym wszystko układa się jak po pozłacanym sznureczku, zasypianie dłuższe niż 2 minutki faktycznie może być problemem.  

Obudziłam się o 7.25 (sekund 16,5)(w hotelu Walford Hilton, Aldwych, London WC2B 4DD Wielka Brytania) i wyłączyłam budzik. Wszystko mnie bolało
A najbardziej du...ma, he, he.
Jak się zgadzasz na UGA, to musi boleć Cię… ekhm.

i nie chciało mi się wstawać, ale musiałam, jeśli chciałam zdążyć na śniadanie, które zaczyna się od 8.00-10.00.
Kończy się natomiast od 15:03-17:27. Brytyjczycy cenią sobie sztukę długiego jedzenia śniadań.
Pewnie jest tak, jak w niektórych nowofalowych kawiarniach: właściciel otwiera twedy, kiedy mu się akurat wstanie i zachce, ale zawsze w jakichś granicach.

Wstałam więc strasznie się ociągając. Wybrałam z walizki ciuchy , które dzisiaj miałam ubrać. Weszłam do łazienki, przebrałam się, zrobiłam sobie jak zawsze (nie, to nie był dopisek analizatorski) lekki makijaż i wyszłam.
Ja też na razie wychodzę, zawołajcie mnie, kiedy COŚ ZACZNIE SIĘ DZIAĆ.

Spojrzałam na zegarek i było za dziesięć (Faluz) 8, a Janowicz jeszcze spał. Chcąc go obudzić zaczęłam go lekko szturchać (i przy okazji gubiąc się w budowie zdania, zjadłam parę przecinków)(a mogli wczesniej otworzyć śniadaniowy szwedzki stół!) i po kilku chwilach otworzył oczy, patrząc na mnie z uśmiechem.
-Co się tak cieszysz? – spytałam.
-Nic, po prostu mogłabyś mnie tak zawsze budzić – odpowiedział mi, szczerząc się jeszcze bardziej.
W Łodzi szturchanie jest wyrazem najwyższej sympatii, zwłaszcza na Bałutach.
Is-that-the-sound-of-wedding-bells-we-hear.jpg

-Hahaha! – zaczęłam się śmiać – marzysz Janowicz!
Już wiemy, skąd się wzięły te skumulowane przecinki w pierwszej części opka.
Po nazwisku to po pysku, chyba że w ciągu tej nocy Jurek stał się dla boChaterki kimś więcej niż tylko współlokatorem i mało znanym tenisistą.

A teraz wstawaj, bo za 5 minut będzie śniadanie, a później trening.
Czyli ta cała gadka zajęła im aż pół Faluza? Jakim tempem oni mówią?
Śp. Tadeusz Mazowiecki miał w sobie więcej werwy!

-No już wstaję – powiedział niezadowolony.
Kiedy on poszedł do łazienki, ja położyłam się na łóżku i włączyłam sobie telewizor. Trafiłam akurat na wywiady po meczu naszych siatkarzy.
Po meczu o szóstej rano, jako że nasi robili sobie tournee po Azji.
Wiecie, rozumiecie, trzeba jakoś zgospodarować tamtejszy rynek. Oraz serca nastoletnich fanek ładnych chłopców z Europy.
(Ew. rozgrywali mecz Ligi Światowej na Wyspie Wielkanocnej)

Zaraz miał się wypowiadać Żygadło (ulubiony siatkarz Sary), więc wysłałam do niej sms-a :
“Właściwie to skąd ja wiem, jaka jest kolejność udzielania wywiadów?”
Proste: najpierw najładniejsi, potem najbardziej aktywni w social media, na samym końca ta stara, niepotrzebna reszta.

” Chodź do mojego pokoju! SZYBKO! :P ”
Pół minuty później do pokoju wbiegła Sara.
-Co się stało? – krzyknęła.
-Nic, po prostu zaraz w telewizji będzie wywiad z Żygadło – powiedziałam.
-Aaa.. już myślałam, że coś ci się stało. – powiedziała z ulgą i położyła się obok mnie na łóżku.
Taaak, w sytuacjach pilnych też wciskam do wiadomości różne śmieszne emotki, żeby nikt nie pomyślał, że się obraziłam.
- O cześć, skończyłem się myć… A co ta dziewczyna robi w moim łóżku? Co TY robisz w moim łóżku, byłaś przecież na fotelu?
- Masz coś przeciwko?
- Nieeeee, skąąąądżeeee… <stara się powstrzymać ślinotok i młode żądze>

Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, bo Żygadło zaczął mówić.
- A jakie właściwie było pyt…
- CIII, Łukasz mówi!
Nawet gdybym teraz coś do niej powiedziała i tak by mnie nie słuchała. Po 2 minutach wywiad się skończył. Sara powiedziała, że jest bardzo głodna i wyszła z pokoju na śniadanie.
Przemowy Żygadły bardzo silnie pobudzają trawienie.
W końcu to zawodowy sommelier, może sam działa jak dobre wino?

Ja i tak musiałam czekać na Jerzego, bo to on miał kartę od pokoju
What. Przede wszystkim, karta jest potrzebna, żeby otworzyć pokój od zewnątrz, nie od środka, a poza tym… jak wczoraj wieczorem do niego weszłaś?!
Stary myk z takich uniwersów jak to Silver Surfera:
power cosmic.jpeg

, więc słuchałam dalej wypowiedzi naszych siatkarzy. Kiedy miał mówić Winiarski podgłośniłam, zresztą jak zawsze, usiadłam by być bliżej telewizora i zaczęłam słuchać.
O rety. To trochę przypomina sytuację sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy telewizory dopiero stawały się popularne i ludzie myśleli, że pan z Dziennika ich widzi.
Mnie tylko jakoś lekko raduje, że potwierdza się po raz kolejny specyficzny związek między fanami tenisa i siatkówki. Skoro nawet Taka Wielka Fanka Tenisa “breaks just like a little girl” przed widokiem Winiara w telewizji… :)

Nawet nie usłyszałam kiedy Janowicz wyszedł z łazienki.
-Co się tak szczerzysz do tego telewizora? – zapytał, śmiejąc się ze mnie.
-Ha ha ha, no bardzo śmieszne – powiedziałam – przecież przed chwilą był wywiad z MICHAŁEM WINIARSKIM! – prawie krzyknęłam.
I ON MNIE WIDZIAŁ.
I JA GO KOCHAM, BO PIĘKNYM JEST I MÓWIŁ W TELEWIZORZE.

-No i co? – spytał, chyba nie bardzo wiedząc o kogo chodzi.
Nie no, pewnie, jeśli ma gdzieś wywiad z Winiarskim, to na pewno znak, że nie wie, o co chodzi. Aż dziw, że jej nie zakwaterowano przy Baker Street.
Ja tylko powtarzam: pannę Karolinę zobaczymy w kolejnym sezonie Sherlocka!

-No tylko mi nie mów, że nie wiesz kto to jest MICHAŁ WINIARSKI!?
Aaa, to nie o Winiarskiego chodzi, tylko o MICHAŁA WINIARSKIEGO. Polaka, który opracował klawisz Caps Lock.
To już pewne: świat przedstawiony jest rządzony przez Gadu-Gadu i ludzi o przedziale wiekowym 14-17 lat. Wszystko się zgadza!

-Wiem, wiem to jakiś tam siatkarz, tak? – odparł.
-Jakiś tam siatkarz?! To jest mój ulubiony siatkarz i w ogóle wiesz jakie on ma oczy? – zapytałam z rozmarzeniem.
Janowicz, jak mogłeś nie wiedzieć, że MICHAŁ WINIARSKI to jej ulubiony siatkarz! Wstydź się, przecież to widać po oczach!
Ale zauważcie, dlaczego według Karoliny Winiar jest najlepszy! Szkoła Elektrokurka!
Btw, sprawdza się teza, że w opkach siatkarze składają się wyłącznie z oczu. Dobrze, że Mistrzostwa już za nami, bo miałabym dziwne wizje.
Właśnie się zoientowałem, że wpadłem już w tę wizerunkową pułapkę jak śliwka w kompot: ostatnio prezentowałem Tuśce Murilo Endresa jako “pana ze smutnymi oczami” :)

-Dobra, dobra chodź na to śniadanie, bo już piętnaście po 8 – powiedział.
Po zjedzeniu śniadania ja z Sarą poszłyśmy na jeden z kortów Wimbledonu
(Spróbujcie się nie zaśmiać po kliknięciu w ten link).
Czyli mamusie nie popisały się z rezerwacją hotelu… <sigh>

, ten na którym mieli mieć trening Janowicz z Kubotem. Chłopaki poszli do pokoi po (słowniki) rakiety, piłki oraz strój na trening.
I wszyscy razem wesoło odbębnili dwuipółgodzinny spacer na korty. Bo niby czemu nie?
Każdy potrzebuje małej rozgrzewki przed treningiem! Najlepiej takiej, która zakłada kilkukilometrowy spacer w dwie strony przez jedną z najbardziej zatłoczonych europejskich stolic.

Przed wejściem na kort był sklepik
A w hotelu mieliście stołówkę, right?
W sklepiku były czipsiaki, podłużne żelki, jakieś 7daysy i oczywiście jakieś czapki z logiem Wimbledonu. Ale największym wzięciem cieszyły się żelki.

w którym kupiłam książkę z informacjami o każdym tenisiście występującym w Wimbledonie
Znaną jako Panini Pocket Wikipedia.
Albo:
PennyComputerbook.png

oraz z miejscem na autograf każdego z nich.
Gonna catch’em all!

Weszłyśmy na kort, usiałyśmy (owies, owies) na wolne miejsca i zaczęłam czytać książkę (słownik, słownik!), którą zakupiłam przed kilkoma minutami. Po chwili przyszli Kubot z Janowiczem i zaczęli trening.
A trenują razem, bo są Best Friends Forever, tak? I są na tyle samowystarczalni, że nie potrzebują trenerów - po co to komu, przecież w tenisie chodzi tylko o przebijanie piłki na drugą stronę.
I kółeczka dookoła kortu.
Musieli oszczędzać na trenerach, skoro stać ich na wyjazd do Londynu i zakwaterowanie w… Powtarzam się, ale wiecie, o co chodzi.

Sara cały czas wpatrywała się w Łukasza z uśmiechem na ustach. Nie wiedziałam o co chodzi, więc postanowiłam, że wypytam ją o wszystko jutro.
Zapisz sobie w grafiku między zerkaniem na zegarek a lekkim makijażem.
Koniecznie o 15.10, czyli Faluz po trzeciej!

Czytałam właśnie fragment w książce o Rafaelu Nadalu (moim ulubionym zagranicznym tenisiście)
I po co to wtrącenie, skoro nie znasz żadnych polskich?
Bo ona zna tylko tych dobrych i ładnych! Tak trzeba!

gdy zauważyłam, że ktoś nade mną stoi. Podniosłam głowę znad książki i spojrzałam kto zasłania mi słońce.
Aleksander Wielki?

Był to przystojny chłopak , w moim wieku, ubrany był w biały t-shirt i jeansy.
No to Aleksa możemy wykluczyć.
Po przystojnych chłopcach wiek widać od razu, ci nieco mniej urodziwi muszą się legitymować na wstępie.

-Hej! – powiedział do nas po angielsku.
-Cześć!- odpowiedziałyśmy obie (w suahili).
-Mogę się przysiąść? – zapytał, patrząc w moją stronę.
-Jasne, siadaj – odparłam. Usiadł na krzesełku obok mnie.
-Widzę, że lubisz Nadala, tak jak ja, co? – spytał, ładnie się uśmiechając i patrząc na stronę właśnie o Nadalu.
A zauważyłeś, że uwielbia też MICHAŁA WINIARSKIEGO?

-Tak! Uwielbiam jego grę, ale i tak nigdy nie będę miała jego autografu – powiedziałam ze smutną miną.
Poczekaj, poczekaj, nie takie rzeczy robiło się w takich cyrkumstancjach...
Tak się właśnie zaklina opkową rzeczywistość. Zaraz się okaże, że chłopak jest młodszym bratem kuzyna siostrzeńca stryja chłopca od podawania piłek Rafy i doskonale się znają.

-Jak chcesz mogę ci go załatwić, wiem gdzie trenuję – powiedział
Byłam blisko.
A nie mówiłem? Kwestia zamiany dwóch klepek w głowie na wiadome klapki.

– i właśnie teraz ma trening – odparł, spoglądając na zegarek, który miał na ręku.
“Wiem, bo stalkuję każdego przystojnego tenisistę na potrzeby boChaterek opek”.
Jakby napisałem Paulo Coehlo: kiedy czegoś bardzo, bardzo pragniesz, cały Wszechświat sprzysięga się, byś dopiął celu. Na przykład zdobycia autograu ładnego chłopca z rakietą.

– A i przy okazji to David jestem.
-Serio? (Dałabym głowę, że nazywasz się Stefan!) Mógłbyś go dla mnie załatwić ? –  spytałam nie dowierzając – a ja jestem Karolina.
Jak oni się nie gubią w tak zaburzonej kolejności rozmowy, to chyba tylko aŁtorka wie.
Może kolejne zwroty wyświetlają im się na Gadu-Gadu, na które zerkają, by nie zgubić wątku i dobrać odpowiednią emotkę?

-Ładne imię – uśmiechnęłam się – ale jak chcesz mieć autograf Rafy musisz ze mną iść na jego trening.
- A dokąd?
- Widzisz tamtą szopę...?
“ A w katakumbach kortu mam dla Ciebie pyszne cukierki, które schowałem bardzo głęboko w piwnicy…”

-Okej, możemy iść – powiedziałam – tylko kiedy?
-Jego trening zaczął się pół godziny temu, więc najlepiej byłoby iść teraz.
-No to na co jeszcze czekamy? – spytałam z wielkim uśmiechem na ustach.
-No to chodźmy.
-Poczekaj, powiem tylko mojej koleżance.
Koleżanka widocznie ominęła wszyskie lekcje angielskiego, poczynając od Ej Bi Si Di w przedszkolu, skoro nie zrozumiała konwersacji na tym poziomie.
Przypomnę, że OBIE morowe panny z Łodzi ponoć BARDZO DOBRZE znają angielski, co jest do sprawdzenia wyżej w treści analizowanego opka.

Odwróciłam się w jej stronę :
-Sara idę z Davidem po autograf  Nadala. Nie czekaj na mnie jak skończy się trening i powiedz chłopakom, okej?
- Hej, ja też bym chciała mieć au…
- Cieszę się, że się zgodziłaś, jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Si ja, czyli do zobaczenia!
-No dobrze – powiedziała nawet na mnie nie patrząc.
Tak się załatwia przysługi w opkach. *bierze kartkę i notuje*
Masz szczęście, że idziesz do jakiegoś Nadala, a nie do Winiarskiego czy Żygadły. Sara nie darowałaby Ci tego do ostatniej kropki w opku.

-Możemy już iść (spławiłam najlepszą koleżankę najlepiej, jak mogłam) – zwróciłam się do chłopaka, po czym zaczęliśmy schodzić z trybun w stronę wyjścia. Będąc przy głównym wejściu zauważyłam, że Jerzyk się na mnie patrzy i posyłał mi pytające spojrzenie.
- Jurek, czemu przerwałeś trening?
Właśnie czuję, jak moje miłosne przeznaczenie ginie w płomieniach obcych, wrogich żądz :< :<
huge.10.53370.JPG

Ja tylko gestem ręki pokazałam na Sarę i wyszłam z kortu.
I to miało znaczyć “Waruj!” czy coś innego, bo nie zrozumiałam tej wymiany.
“Znalazłem lepszego, ale w razie czego może zadowolisz się nią”.

~ Z punktu widzenia Jerzego
Jakby nie mogło być bardziej kanonicznie.
<czuje, jak niewidzialne widelce wbijają mu się w gałki oczne>
Nagły Atak Kanonu!

Po treningu, około godziny 11.30 :
Korty Wimbledonu, Londyn, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Europa, Ziemia, Układ Słoneczny, Ramię Oriona, Droga Mleczna, Grupa Lokalna, Supergromada Panny, Wszechświat.

-Sara, nie wiesz gdzie Karolina poszła z tym chłopakiem? – spytałem, spoglądając na nią.
-Mówiła, że idzie z nim na trening Nadala, a później po jego autograf, bo to jej ulubiony zagraniczny tenisista. – odpowiedziała mi.

- A wiesz, kogo najbardziej lubi z Polski?
- ???
- Aha, czyli jak rozumiem, olała nas mimo tego, że jesteśmy jej najlepszymi znajomymi z Wimbledonu?
- No tak, a co Ty myślałeś? Widziałeś OCZY NADALA?!

-A nie wiesz kto to jest?
-Wiem tylko, że ma na imię David i jest z Anglii.
To na pewno DAVID BECKHAM.
Znając Opkowe Szczęścia Łuty (OSŁY [te rozpustne z Poznania?]<dzieci, zamykać oczka!>), to był pewnie sam David Cameron.

-Aha – powiedziałem i skierowałem się do wyjścia.
Rozmyślając o niejakim ‚Davidzie’ (Przecinek David Apostrof, do usług)(pewnie pochodził z arystokracji) wracałem do hotelu. Nie podobał mi się.
“Zawsze wolałem brzydkich chłopaków”.

Było w nim coś dziwnego, tylko nie wiedziałem co.
Używał perfum Powiew Novotnego.
I miał siłę oddziaływania na młode panny jak uderzenie morgensternem.

Z taką myślą wszedłem do swojego hotelowego pokoju.
~ Z mojego punktu widzenia (Karoliny) :
Jeśli punkt widzenia jest Karoliną, to… chwila, mam zwarcie na neuronach.
W czasie, gdy padały te słowa, na niebie widoczny był rój Karolin, popularny na przełomie kwietnia i maja.

Wracałam właśnie do hotelu szczerząc się jak głupia, ponieważ w ręku trzymałam książkę wcześniej kupioną w sklepiku (razem z pączkiem)(i żelkiem), a w niej był autograf RAFAELA NADALA!
Mam dziwne przeczucie, że całe życie źle zapisywałam nazwiska sportowców.
BoChaterka tak się podnieca napotkanymi sportowcami, że musi zapisywać ich imiona i nazwiska kapitalikami, żeby można było je odczytać.

Ze mną wracał David wraz z lustrzanką w rękach. A w niej było moje zdjęcie z NADALEM
Zdjęcie złożone na cztery i wciśnięte do aparatu między matrycą a lustrem.
NADAL to jest jakiś kryptonim? Nazwa związku sportowego? Broni masowego rażenia? Leku?

oraz całej naszej trójki, no i kilka innych, które zrobił po drodze.
Jacyś tenisiści, mecze, kibice, turniej, sportwe emocje. Takie pierdoły, w sumie kto tym by się jarał?

Dochodziliśmy właśnie pod hotel.
-Dziękuję ci! – krzyknęłam uradowana do Davida i pocałowałam go w policzek.
Skoro załatwił jej focię z NADALEM, to można się już spoufalać, co nie?
Wydaje się legitymacyjne.
To zdjęcie?

-Nie ma za co, naprawdę – odpowiedział rumieniąc się.
Mężczyżni płochliwi jak kobietki, stały element Kanonu, check!

-Jest za co, dzięki tobie mam autograf i zdjęcie z moim idolem! – znowu krzyknęłam – a do tego świetnie się dziś bawiłam.
-Jak chcesz to możemy to powtórzyć – powiedział.
Będziecie się focić z NADALEM przez wszystkie dni aż do skończenia turnieju.
Przecież to nawet nie jest podryw, takowy wymaga wysiłku! To są opkokosy!
(Nie, nie miałem na myśli owoców :P)

-Pewnie, że chcę!
-To zapisz mi swój numer telefonu – powiedział, wyjmując swoją komórkę – to zadzwonię.
Zastanawia mnie to, że w opkach nigdy nikt nie prosi, by druga osoba podała swój numer, tylko ot tak, wciska jej do ręki telefon z poleceniem “Zapisz, a przy okazji przejryj wszystkie pornofotki, nie mam nic do ukrycia”.
Ta pełnia zaufania do niemal nieznanego człowieka. Tak naiwne, tak urocze.
(A może to jakiś ukryty kod flirtu: podaję Ci numer telefonu - nie licz na nic więcej, podaję Ci telefon do zapisania numeru - BIERZ MNIE KIEDY CHCESZ, KOCIE!)

-Okej, już wpisałam – odparłam i oddałam mu telefon.
Głupia, trzeba było zastawić w lombardzie!

– To ja będę już szła, bo dochodzi już 13.00 i spóźnię się na obiad.
Chwila, skoro przejście od hotelu na korty i z powrotem zajmuje 5 godzin, to znaczy, że… w opku miesza sam Doktor!
Ew. istnieje szansa, że boChaterka zaprzągnęła do prywatnej rikszy Usainia Bolta.

Paa.. i mam nadzieję do zobaczenia.
-Pa – powiedział, uśmiechając się do mnie i poszedł.
Weszłam do hotelu, a potem szybko wbiegłam po schodach, a nie windą jak zawsze,
To prawdopodobnie jedyna aktywność sportowa, której dopuści się Karolina w tym opku.

po czym weszłam do pokoju. Tam na łóżku leżał Janowicz i oglądał telewizję.
Poprzednio wszyscy sprawdzali fejsa i twittera, teraz nieustannie oglądają telewizję… Młodzież naprawdę nie potrafi się dziś odpowiednio sobą zająć.
Nie czyta książek, co widać po stylu dzieł literackich młodego pokolenia.

Położyłam się obok niego i spytałam :
-Co oglądasz? – bo cały czas przeskakiwał z kanału na kanał.
Fenomenalny sposób zapisu dialogu! AŁtorka przeskakuje z myśli do słów i znowu do myśli niczym Janowicz między kanałami, jestem pod wrażeniem.
Nazwałbym to Mentalnym Smeczem!

-Nic – odpowiedział zły.
Dziwne, że nie pożyczył zazdrości w głosie od Mikkela.
No to już wiemy, kto w tym opku jest Antychrystem i wcieleniem zła! Kaleki język opowiadania nie może się mylić!
(A może jest to promocja twórczości Tyrmanda? Nieee…)

-Ej, co jest? – zapytałam, nie wiedząc o co może mu chodzić.
-O to, że poszłaś z tym Davidem po autograf Nadala, a nie ze mną – odburknął.
- Czy nie chodziło ci raczej o RAFAELA NADALA?
“Chętnie przerwałbym trening, by skompromitować się w świecie sportu, prosząc jak dzierlatka o autograf jednego z moich ewentualnych rywali w przyszłości”.

-Przecież ty miałeś trening w tym czasie.
-Mogłaś mi powiedzieć, to poszlibyśmy po treningu.
Nie wierzę, przecież to jest poziom polskich pikarzy.
Już nawet Deleu proszący przed rzutem rożnym Messiego o koszulkę po meczu jest bardziej godny szacunku.

-Okej, następnym razem ci powiem. Nie będziemy się chyba kłócić o jakiś autograf – powiedziałam już z uśmiechem.
- Dooobra. A chwaliłem się już, że mam podpis samego ROGERA FEDERERA?
“Bierz przykład z Sary, kazałam jej warować na dupie, sama idąc po autograf jednego z jej idoli i nie robi z tego problemu. To wzorowa Opkowa Tektura”.

-No nie, nie będziemy – odparł również z uśmiechem – to co oglądamy?
-Nic, bo jest 13.00 i musimy iść na obiad.
Pani opiekunka kolonii nie uznaje spóźnień.
I karci przy wszystkich gościach Centrum Kolonijnego “Walford”!

-Aaa.. no tak, zapomniałem.
Poszłam jeszcze do łazienki i mogliśmy wychodzić.
Usiadłam na kanapie i piekliśmy gęś.
Czytam, czytam, a tu coś czmycha za oknem. To przechodzi Ludzkie Pojęcie.

Na stołówce usiedliśmy razem z Sarą i Łukaszem, którzy jak widać bardzo się polubili, bo chyba nawet nas nie zauważyli, tylko rozmawiali i śmiali się dalej.
Dziwne, że ja jeszcze kariery na Wimbledonie nie zrobiłam, skoro tam wszyscy tenisiści są ślepi.
Przynajmniej nikt nie kryje się z tym, jakiego rodzaju “triumfy” są dla nich w Londynie najważniejsze.

Na obiad była  ryba, której nie cierpimy z Sarą, więc nie jadłyśmy.
Nie marudzić! Pani Krysia z waldorfskiej stołówki bardzo się starała!
(A myślałam, że gdańskie kolonie reprezentacji Niemiec na Euro to był szczyt…)
Łeeee, kiepski ten hotel. Nie możesz sam niczego wybrać, tylko jesteś zniewolony przez spisek kucharzy: bierzesz to, co Ci podadzą w garkuchni i cierpisz głodny lub jesz, cierpiąc. Sama prawda o Hiltonie.

Gdy chłopaki byli już najedzeni, udaliśmy się do pokoi. Razem z Sarą postanowiłyśmy, że pójdziemy coś zjeść, ponieważ nie jadłyśmy obiadu, a później udamy się na zakupy.
Polecam podręczniki do gramatyki polskiej, w UK nie powinno być problemów z dostępnością.
Dobrze też będzie zauważyć, ze gatunek homo sapiens sapiens zdążył na przestrzeni tyc kilkuset tysięcy lat ewoluować na tyle, by nie ograniczać się do myślenia o podstawowych potrzebach każdego organizmu: jedzenia, spania, robienia lekkiego makijażu i kopulacji.

Od razu weszłam do łazienki, żeby się w coś przebrać. Po 10 minutach wyszłam.
To opko ma styl gorszy nie tylko do policyjnego protokoło, ale także od ulotki informacyjnej APAP-u, ogłoszeń spółdzielni mieszkaniowych i niektórych relacji siatkarskich.
AŁtorko, zaczynasz już przeginać:
Blasto_meme.png

-I jak wyglądam? – spytałam Jerzego, który siedział w fotelu z laptopem na kolanach i zawzięcie coś czytał.
Przynajmniej on się nie nudzi na TT.
“Media jeszcze nie jadą po mnie jak po burej suce za słabe występy, życie jest piękne, a dziennikarze cudowni”.

-Pięknie – powiedział odrywając głowę znad laptopa – A idziesz gdzieś?
Co ty, Jerzyk. Przebiera się. Kobiety kochają się przebierać.
Dokładnie, jak kobieta jest w tym samym ciuchu dłużej niż 5 godzin, to zaczyna jej odbijać konkretna szajba.

-Dzięki, idę z Sarą coś zjeść, bo głodne jesteśmy, wiesz ryby na obiad.
Wiem ryby, czytam ssaki i pracuję gady.
Czytam powyższe ptaki i puszczam pawie.

-A no tak.
-Okej, to my idziemy. Pa – powiedziałam i wyszłam.
- Pa! - odpowiedzieli Szalikowcy i wyszli (tymczasowo) z opka.
Ale my tu jeszcze wrócimy! Z Olem!
A może jednak nie :)

6 komentarze:

Unknown pisze...

O kurczaczki, odkryłam was parę godzin temu i nie mogę przestać czytać. Poprawiliście mi beznadziejny humor, jesteście genialni!

A jakby żużla było wam mało to podrzucam bardzo logiczne i rzeczywiste opowiadanie, tym razem Pawliccy w rolach pierwszoplanowych: http://www.photoblog.pl/speedwaystory

Tuśka pisze...

Dziękujemy, pewnie jeszcze wrócimy do żużla, wtedy chętnie skorzystamy z linka :)

Unknown pisze...

Ale ze mnie sierota, wstawiłam nie ten link co trzeba - http://www.photoblog.pl/speedwayniika
ten polecam bardziej :v

Kaśko pisze...

Nauczona doświadczeniem poprzednich analiz (szczególnie tych żużlowych :D) odłożyłam wszelkie jedzenie, picie i ostre narzędzia poza zasięg moich rąk i dopiero wtedy zabrałam się za czytanie ;) i chyba mogę powiedzieć, że tylko dzięki temu jeszcze żyję, bo inaczej pewnie bym się udławiła ze śmiechu albo pochlastała widząc takie pomysły ałtorki :D

highwaytohell pisze...

Rozpoczęłam weekend z mocnym postanowieniem, że nadrobię w końcu Szalikowców i... cóż, przynajmniej zaczęłam nadrabiać. Od najnowszej analizy. Z waszej perspektywy może to wyglądać jak szczyt lenistwa, ale nie, to nie to, po prostu jakoś na myśl o powrocie do Falubazu... no, po prostu nie jestem w stanie kliknąć. Nie dojrzałam do tego emocjonalnie.

Muszę przyznać, że to opko jest tak opkowe w swojej opkowatości, że dawno na takie nie trafiliście. Tak, tak. Nawet Falubaz i biorący gwałtem koleżanki po fachu Morgenstern nie pobiją hitu Fikcji Opkowej - zakwaterowania z tenisistami. Hotel powinien się nazywać nie Waldorf, a Kraina Czarów. Wiecie, co mnie najbardziej fascynuje? To, że jeśli już chciało się zrobić to wbrew logice i prawdopodobieństwu tego, jak wygląda obsługa hotelowa, no to kurczę, dla mnie bardziej logiczne byłoby przekwaterowanie jednego tenisisty do drugiego (zwłaszcza, skoro to przyjaciele). Ale tworzenie koedukacyjnych pokoi z zupełnie przypadkowych osób... opkowatość opkowa do potęgi Skry Bełchatów na odwyku.

Skoro już przy tym jesteśmy, to wszystkie drogi prowadzą do do Atanasijevicia niejadka i Leny alkoholiczki. I Winiarskiego kradnącego majtki. No bo spójrzcie tylko na to:
Czy aby wszystko będzie takie kolorowe?
Żółto-czarne nawet. (I napisałam o tym, zanim Migel napisał o tym samym, co tylko potwierdza moją teorię.)
To tak jakby opko o Lenie i Aleksie stało się axis mundi Opkosfery. Jak się głębiej nad tym zastanowić, to... przerażające.

Żeby jednak nie było tak różowo, mam kilka, no dobra, dwie, uwagi natury krytycznej. I obie do Migela. Chyba się starzejesz, albo dopadło się opkowe przemęczenie (od razu zaznaczam, że NIE, nie zwalnia to was z dodawania analiz w aktualnym tempie; nawet jeśli ja nie nadążam z czytaniem). Od paru analiz dostrzegam bardzo dużo literówek i przejęzyczeń. Rozumiem, że dużo uwag i dowcipnych komentarzy ciśnie się na klawiaturę podczas lektury takiego kwiatka, ale - co prawda jest to tylko moje prywatne zdanie - nie wypada chyba, krytykując innych, samemu popełniać takich pierdołkowatych błędów. Dla przykładu, jeden z bardziej zbijających z tropu. Gender genderem, ale to chyba nie było celowe....
“Znalazłem lepszego, ale w razie czego może zadowolisz się nią”.
Rzecz kolejna, z tym cytowaniem dzieł literackich... rozumiem, że aŁtorki cię do tego zmuszają, ale osobiście miałam tak, że w pewnym momencie po prostu zaczęłam te wtręty omijać, bo - i tu trzymaj się mocno, to się chyba pierwszy raz od czasu mojej bytności czytelniczej na Szalikowcach zdarzyło - nudziły mnie.
Rany, czuję się jak przemądrzałe babsko. Koniec tego krytykowania, bo zaraz wy mi powytykacie wszystkie moje błędy...

Nie no, serio? To jest albo plucie w twarz wszystkim internetowym wyszukiwarkom świata, albo dostosowywanie rzeczywistości do własnego widzimisię, żeby mieć nie za starego partnera dla psiapsióły boChaterki. Żadna z tych rzeczy się nie godzi.
Ciężko było wymyśleć nową postać?

To się nazywa fikcja literacka.

Niech zgadnę - po godzinie ciężkiego zmagania się z myślami?
No wiesz, Tuśka, zważywszy na poziom intelektualny boChaterki zmaganie się z myślami... myślą, gdy już się pojawi, mogą faktycznie utrudniać zasypianie oraz przypominać bitwę pod Maratonem.

Obudził mnie dźwięk mojego budzika (o punkt 8:00!), czyli piosenka Dawida Kwiatkowskiego – Biegnijmy.
Nie popełniajcie moich błędów i nie sprawdzajcie, kto i co. Przyjmijcie na wiarę, że to taki polski Bieber

Ja wiem, kto zacz, tylko dlatego, że tańczył z „Tańcu z gwiazdami” z Gruszką. To znaczy, w jednej edycji tańczyli, nie w jednej parze.

Anonimowy pisze...

55 year-old Help Desk Operator Jilly Mapston, hailing from Gaspe enjoys watching movies like Blue Smoke and Reading. Took a trip to Chhatrapati Shivaji Terminus (formerly Victoria Terminus) and drives a Alfa Romeo 8C 2300 'Le Mans' Tourer. kliknij po wiecej

Prześlij komentarz